1967 · oniryczny rock psychodeliczny · pełny album
The Soft Geometry
of Dreams
Ciągły psychodeliczny dryf w stylu 1967 roku, zbudowany z gitary tremolo, Mellotronu, faktur sitaru, opóźnienia taśmowego i łagodnego analogowego ruchu.
Oglądanie i pobieranie
Na tej stronie
O tym albumie
The Soft Geometry of Dreams to siedmioutworowa sekwencja rocka psychodelicznego przedstawiona z analogowym brzmieniem końca lat 1960. Jej nieprzerwany przepływ zaprojektowano dla spokoju, skupienia i refleksji.
Brzmienie łączy gitarę elektryczną tremolo, Mellotron, faktury sitaru, analogowy bas, perkusję graną miotełkami, opóźnienie taśmowe i fazowanie. Każdy fragment przechodzi w następny bez gwałtownych zmian.
Zamiast zachowywać się jak siedem osobnych piosenek, album został zaprojektowany jako jedno nieprzerwane środowisko. Oddychający pokój, światło poruszające się bez widocznego źródła i głos pozostający tuż poza zasięgiem powracają, gdy muzyka przepływa z jednego fragmentu w kolejny.
Odwrócone narastania gitary, czyste tremolo, Mellotron, faktury przypominające sitar, ciepły analogowy bas, perkusja grana miotełkami, opóźnienie taśmowe i fazowanie tworzą celowo łagodne brzmienie psychodeliczne. Zmiany przychodzą stopniowo; powtórzenia i wolne przesunięcia zastępują ostre przejścia oraz konwencjonalne hooki.
Rozbudowane instrumentalne centrum pozwala płycie odpłynąć najdalej od słów, zanim końcowe części powrócą do obrazów na wpół rozpoznanego siebie i znajomego pokoju. Zakończenie nie budzi się gwałtownie ze snu; osiada z powrotem w tej samej przestrzeni, od której album się zaczął.
Rok archiwalny: 1967 · Opublikowano:
Lista utworów
- 1Slow Opening of the Inner Room4:28
- 2The Room Begins to Breathe3:37
- 3Light That Moves Without You3:39
- 4Somewhere Just Beyond Your Name3:47
- 5Folding Walls and Quiet Skies (Extended Instrumental)6:38
- 6The Shape You Almost Were3:09
- 7Returning Without Leaving3:42
Pełny tekst albumu
Tekst albumu tworzy jedną ciągłą całość zamiast siedmiu osobnych bloków przypisanych do utworów.
Pokój oddycha, zanim przemówi Cichy kształt za tygodniami Nic się nie porusza, a wszystko rośnie W przestrzeni, gdzie płynie cisza Pokój oddycha, miękko i cicho Cichy rytm, którego nie całkiem znam Zasłony się poruszają, choć nie ma powietrza Wszędzie coś się budzi Światło miękko opiera się o ścianę Cienie się rozciągają, lecz nigdy nie padają Każda sekunda dryfuje szeroko Jakby świat obracał się do wewnątrz Jest głos, który prawie słyszę Gdzieś blisko, lecz nigdy wyraźnie Woła łagodnie przez mgłę Zagubiony między liniami dni Nic ostrego i nic szybkiego Tylko chwila, która ma trwać Pokój oddycha, czuję to Coś powoli staje się realne Światło porusza się samo Kreśli ścieżki, których nigdy nie znałem Powoli przesuwa się po podłodze Potem wraca raz jeszcze Nic nie podąża, nic nie prowadzi Tylko dryf cichych potrzeb Każdy kształt zaczyna się kołysać Potem rozpuszcza się i blednie Wyciągam rękę, lecz jest przestrzeń Miękkie zniekształcenie, bez wyraźnego miejsca Wszystko zaczyna się wyginać Bez początku, bez końca Pokój oddycha gdzieś blisko Czuję go, słyszę Światło porusza się, wolne i prawdziwe Jakby nigdy cię nie potrzebowało Jest głos, który mówi moje imię Lecz nigdy nie brzmi tak samo Za każdym razem odpływa Jakby nie chciał zostać Podążam, lecz przestrzeń się poszerza Jakby ciągnęła od środka Każdy krok staje się niewyraźny A jednak wszystko jest tak blisko Pokój oddycha, wolno i głęboko Jak obietnica, której nie potrafi dotrzymać Światło składa się w dźwięk Nic straconego i nic znalezionego Nie wiem, czy powinienem zostać Czy powoli odpłynąć Jest głos, do którego prawie się przyznaję Gdzieś tuż poza moim imieniem Ściany składają się w niebo Nie pytam dlaczego Każda linia zaczyna się rozmywać Jak poruszenie miękkiego wspomnienia Sufity dryfują, podłogi się rozszerzają Nic nie pozostaje takie, jak planowano Światło oddycha przez szwy Budując ciche, nieskończone sny Czuję, jak ruch zwalnia Jak miejsce, które kiedyś znałem Gdzieś daleko, a jednak blisko Dość miękkie, by zniknąć Nic nie pęka i nic nie płacze Tylko składające się ciche niebiosa Pokój oddycha daleko A jednak nie zbłądził Jest kształt, który prawie widzę Coś bliskiego temu, czym byłem Lecz przesuwa się, zanim zostanie Zagubiony między tysiącem dróg Każda myśl staje się falą Coś podarowanego, coś oddało Nic zatrzymanego i nic zachowanego Tylko echa miękko zasnęły Pokój oddycha, gasnące światło Gdzieś odpływa poza wzrok Jest głos, który kiedyś znałem Teraz jest gdzieś, dokąd nie mogę pójść A jednak podążam, a jednak zostaję Nawet gdy się wymyka Jest kształt, który prawie znałem Coś bliskiego prawdzie Poruszam się, lecz stoję Jakbym wyszedł poza własną wolę Każdy dźwięk zaczyna zwalniać Ku miejscu, które kiedyś znałem Pokój znów oddycha Znajomy jak odległy przyjaciel Światło jest bardziej miękkie niż wcześniej Spoczywa łagodnie przy drzwiach Jest głos, lecz teraz zanika Dryfuje przez znajome odcienie Nie tak daleko i nie tak szeroko Coś osiada głęboko w środku Wracam, lecz nie taki sam Wciąż połączony z ramą Miejsca, którego nie widziałem A które jednak zostało ze mną Nic się nie kończy i nic nie zaczyna Tylko ciche, dryfujące części Jestem tutaj, lecz coś się splata Wciąż wracam bez odchodzenia
Odkrywaj ten album
Polecane, jeśli lubisz
- Łagodna psychodelia końca lat 60.
- Mellotron i gitara tremolo
- Faktury sitaru i opóźnienie taśmowe
- Płynny, ciągły odsłuch
- Spokojna, refleksyjna psychodelia acid
- Powolne analogowe pejzaże dźwiękowe
Kontynuuj w grafie wiedzy RetroForge
Wybrane ścieżki do ludzi, płyt, wydarzeń i idei poszerzających muzyczny kontekst.