Zanim Jim MacLaine zostanie gwiazdą rocka, musi najpierw stać się kimś zdolnym odejść
That'll Be the Day wyróżnia się wśród filmów muzycznych, ponieważ większość jego dramatu rozgrywa się, zanim w ogóle ruszy machina sławy. David Essex gra Jima MacLaine'a, bystrego, ale niezadowolonego ucznia w Wielkiej Brytanii końca lat 50., który patrzy na edukację, oczekiwania rodziny i szacowną dorosłość i uznaje, że żaden z tych światów nie jest dla niego wystarczająco szeroki.
Claude Whatham reżyseruje na podstawie scenariusza Raya Connolly'ego, a producentami są David Puttnam i Sandy Lieberson. BFI kataloguje film jako brytyjską produkcję z 1973 roku o czasie trwania 91 minut, podczas gdy obecne wydanie Blu-ray StudioCanal Vintage Classics sprzedawane za pośrednictwem BFI ma podane 87 minut. Tę różnicę należy przypisywać konkretnym wydaniom, a nie wygładzać ją w jedną liczbę.
Historyczna inteligencja filmu tkwi w jego umiejscowieniu w czasie. Świat Jima istnieje jeszcze przed momentem, w którym Beatlesi przekształcą brytyjską kulturę pop w masową drogę do międzynarodowej sławy. Rock and roll przybył już z Ameryki, brytyjscy wykonawcy naśladują go, adaptują i osadzają lokalnie, a kultura młodzieżowa zaczyna coraz wyraźniej oddzielać się od oczekiwań rodziców. Przyszłość wygląda na możliwą, ale jeszcze nie na uporządkowaną.
Jim nie ma planu kariery. Ma niecierpliwość. To rozróżnienie czyni film znacznie bardziej przekonującym niż konwencjonalna historia początków, w której talent grzecznie czeka na odkrycie.
Koniec lat 50. pokazano jako czas, gdy rock and roll ma już siłę kulturową, zanim Wielka Brytania nauczy się zamieniać ją w globalny przemysł
Ścieżka dźwiękowa otacza Jima amerykańskim i brytyjskim rock and rollem, ale piosenki robią więcej niż tylko potwierdzają autentyczność epoki. Tworzą emocjonalną skalę, przy której zwyczajne brytyjskie życie zaczyna wydawać się nieznośnie ciasne. Płyta może zawierać amerykańską prędkość, seksualną energię i nastoletnią pewność siebie, podczas gdy słuchacz pozostaje w szkole, kawiarni albo rodzinnym domu, których reguły społeczne należą jeszcze do starszej Wielkiej Brytanii.
To napięcie ma znaczenie, ponieważ późniejsze historie często ściskają lata przed Beatlesami do roli poczekalni. Brytyjski rock bywa opisywany tak, jakby wszyscy nieświadomie przygotowywali się do 1963 roku. Film Whathama przywraca niepewność. Billy Fury, Marty Wilde i inni brytyjscy wykonawcy mieli dla publiczności znaczenie jeszcze zanim późniejsza eksplozja sprawiła, że wcześniejszy pop zaczął wyglądać jedynie jak etap przejściowy. Sam tytuł pochodzi od piosenki kojarzonej z Buddym Hollym i Crickets, umieszczając pragnienie Jima wewnątrz międzynarodowej kultury młodzieżowej podróżującej na płytach na długo przed tym, zanim brytyjskie zespoły zdominują eksport. Muzyka pozwala najpierw usłyszeć inne życie, zanim uczyni je osiągalnym.
David Essex gra Jima jako wystarczająco charyzmatycznego, by przyciągać ludzi, i wystarczająco egoistycznego, by ich ranić
Jedną z najlepszych decyzji filmu jest odmowa uczynienia Jima łatwym do podziwiania. Standardowy film młodzieżowy zamieniłby jego niezadowolenie w dowód ukrytej wrażliwości. Jim odszedłby, ponieważ dorośli wokół niego nie rozumieją jego talentu. Essex daje mu trudniejsze cechy.
Jim potrafi być czarujący, spostrzegawczy i głodny doświadczeń, pozostając przy tym emocjonalnie nieodpowiedzialnym. Tak bardzo pragnie ruchu, że inni ludzie stają się dla niego tymczasowymi środowiskami, a nie zobowiązaniami. Nadaje to filmowi moralną szorstkość rzadko spotykaną w kinie popowym. Ambicja nie jest automatycznie czymś szlachetnym. Odrzucenie konformizmu może stać się kolejną wymówką, by odrzucać odpowiedzialność.
Efekt działa szczególnie dobrze dlatego, że własna kariera wokalna Essexa przyspieszała właśnie w okresie powstawania filmu. Publiczność widzi młodego wykonawcę, którego prawdziwa publiczna tożsamość staje się coraz bardziej efektowna, gdy jednocześnie gra bohatera, którego głód wolności staje się coraz mniej sympatyczny. Aktor i rola ciągną w przeciwnych kierunkach.
Mike grany przez Ringo Starra jest cenny, bo już wie, że droga nie jest romantyczna
Ringo Starr gra Mike'a, obeznanego z życiem pracownika lunaparku, który staje się dla Jima modelem innego rodzaju dorosłości. Obsada jest niemal niemożliwie rezonująca. Beatle gra człowieka, który wprowadza młodego człowieka z epoki sprzed Beatlesów w ruchomy świat pracy, seksu, rozrywki i tymczasowych relacji. Film nie prosi Ringo, by grał samego siebie. Mike jest twardszy, bardziej cyniczny i mocno osadzony w fikcyjnej epoce. Jego wartość wynika z doświadczenia. Jim postrzega mobilność jako ucieczkę. Mike rozumie, że mobilność ma własne zasady, hierarchie i rozczarowania. Dzięki temu lunapark nie staje się fantastycznym królestwem poza zwyczajnym społeczeństwem. To po prostu kolejny system pracy. Różnica polega na tym, że Jim woli jego niestabilność.
Lunapark jest idealnym miejscem, bo rozrywka, praca i seksualna możliwość zajmują tę samą przestrzeń
Z zewnątrz lunapark wygląda wyzwalająco. Światła, karuzele, muzyka i tłumy obiecują ruch i ekscytację. Za atrakcjami stoją ludzie, którzy montują sprzęt, pobierają pieniądze, naprawiają urządzenia i ruszają dalej. Ta podwójna tożsamość odzwierciedla samą muzykę popularną. Publiczność widzi widowisko. Ktoś inny pracuje długie godziny, by widowisko wyglądało na bezwysiłkowe. Jim wchodzi do świata lunaparku po części dlatego, że chce dostać się na ekscytującą stronę tej granicy. Stopniowo odkrywa, że rozrywka nadal jest pracą, tylko w innym rytmie. Otoczenie nadaje też filmowi klasową fakturę odmienną od efektownego backstage'owego kina rockowego. Zanim pojawią się autobusy koncertowe i amerykańscy menedżerowie, są przyczepy, praca sezonowa i prowincjonalne obiegi rozrywkowe. Przyszły przemysł muzyczny widać tu w miniaturze.
Stormy Tempest Billy'ego Fury'ego zamienia prawdziwą pamięć popu w fikcyjną infrastrukturę popkultury
Billy Fury pojawia się jako fikcyjny piosenkarz Stormy Tempest, co jest jednym z najmądrzejszych zabiegów obsadowych filmu. Fury był już prawdziwą brytyjską gwiazdą rock and rolla. Umieszczenie go wewnątrz fikcyjnego świata rozrywki daje filmowi autorytet epoki bez zamieniania go w dokument. Publiczność wie, że jego twarz niesie prawdziwą historię popu. Postać pozostaje wymyślona. Tworzy to pożyteczne rozmycie między pamięcią kulturową a narracją. Film może pokazać, jak młody człowiek taki jak Jim patrzy na wykonawcę i widzi możliwość, ponieważ aktor już reprezentuje to, jak w tamtym okresie wyglądał brytyjski sukces popowy. Fikcja zapożycza wiarygodność z biografii, nie twierdząc, że biografia jest odtwarzana.
Keith Moon pojawia się, zanim sequel uczyni autodestrukcję gwiazdy rocka głównym tematem
Obecność Keitha Moona jest jednym z kilku wyborów obsadowych, które z perspektywy czasu nabierają większego ciężaru. W 1973 roku jest perkusistą The Who, już słynnym z ekstrawaganckiej publicznej persony. Film wykorzystuje tę energię wewnątrz fikcyjnego świata. Później Stardust umieści go w historii, w której sukces rockowy staje się destrukcyjny. Oglądanie obu filmów razem sprawia, że obsada Moona zaczyna działać niemal archiwalnie, mimo że żadna z ról nie jest dokumentalna. Jego rzeczywista sława wnosi skojarzenia, z których mogą korzystać fikcyjne postacie. Niebezpieczeństwo polega na odczytywaniu późniejszej wiedzy wstecz. Śmierć Moona w 1978 roku nie powinna zamieniać każdego wcześniejszego występu w zapowiedź. W That'll Be the Day należy on do żywej, współczesnej kultury muzycznej, która użycza filmowi faktury.
Film rozumie, że seks, mobilność i muzyka mogą być wariantami tego samego pragnienia ucieczki
Niepokój Jima wyraża się przez coś więcej niż płyty. Obejmuje geografię, seks i zobowiązania rodzinne, aż muzyka popularna staje się jednym elementem większej odmowy trwałości. Dzięki temu film jest mniej romantyczny niż historia, w której rock po prostu wyzwala młodego artystę. Żadna pojedyncza instytucja nie wyjaśnia jego niezadowolenia, ponieważ nie ufa niemal żadnej sytuacji, która mogłaby wymagać od niego pozostania. Ten wzorzec emocjonalny staje się kluczowy, gdy sequel robi z niego gwiazdę: sława oferuje największą możliwą wersję mobilności, nie rozwiązując podstawowej niezdolności Jima do przynależności.
Rosemary Leach nadaje historii rodzinnej wystarczający ciężar, by ucieczka Jima miała koszt
Gra Rosemary Leach pomaga uchronić świat domowy przed zamianą w kartonowe więzienie. Dorośli wokół Jima nie są wyłącznie reprezentantami szarej Wielkiej Brytanii czekającej na pokonanie przez rock and roll. Mają oczekiwania, rozczarowania i emocjonalne roszczenia wobec niego. To zmienia sens buntu. Odejście może być dla Jima konieczne. Nie jest wolne od konsekwencji. Odmowa schlebiania bohaterowi działa właśnie dlatego, że film daje innym ludziom wystarczająco dużo realności, by mogli zostać przez niego zranieni. Bez tego ciężaru każde odejście brzmiałoby triumfalnie. Z nim wolność zaczyna gromadzić dług.
Piosenki z epoki działają jako środowisko, a nie jako szafa grająca nieustannie domagająca się oklasków
Ścieżka dźwiękowa zawiera wiele znajomych nagrań. Słabszy film zatrzymywałby się raz po raz, żeby je ogłaszać. Whatham używa muzyki jako środowiska społecznego. Piosenki dobiegają z radia, lokali i kultury występów, pozwalając widzowi zrozumieć, czego słucha Jim, bez zamieniania każdego utworu w nostalgiczny numer pokazowy. Ma to znaczenie, ponieważ That'll Be the Day powstał zaledwie około piętnastu lat po wielu nagraniach, które przedstawia. Ścieżka dźwiękowa nie była jeszcze kulturą „złotych przebojów” w późniejszym, dziedzictwowym sensie. Wielu oryginalnych wykonawców i słuchaczy pozostawało stosunkowo młodych. Rekonstrukcja epoki znajduje się więc niezwykle blisko żywej pamięci. Rok 1973 patrzy wstecz na lata 50. z nostalgią, ale bez archeologicznego dystansu.
Brytyjska i amerykańska historia piosenki końcowej pokazuje, jak dystrybucja może zmienić emocjonalne wyjście z tego samego filmu
Utwór tytułowy naturalnie należy do tożsamości filmu. Różne wydania terytorialne komplikują jednak dokładne muzyczne zakończenie.
Brytyjska prezentacja jest silnie związana z rodowodem tytułu od Buddy'ego Holly'ego i Crickets, podczas gdy w historii dystrybucji amerykańskiej nad napisami końcowymi wykorzystano „Rock On” Davida Essexa. To znacząca zmiana, ponieważ „Rock On” stał się jednym z najważniejszych przebojów Essexa. Wersja amerykańska mocniej łączy więc fikcyjnego Jima z prawdziwą gwiazdą, która go gra. Wersja brytyjska pozostawia film mocniej osadzony w historycznym świecie rock and rolla, z którego pochodzi tytuł. Żaden wybór nie zmienia fabuły. Zmienia końcową ramę kulturową. Jeśli później zostanie wdrożona szczegółowa lista cue sheetów, powinno to pozostać przypisane do konkretnego wydania.
„Rock On” stał się na tyle wielkim hitem, że ludzie pamiętają go jako bardziej centralny dla filmu, niż czyni go oryginalna wersja brytyjska
„Rock On” Essexa jest nierozerwalny z jego publiczną tożsamością z początku lat 70. Sukces utworu stworzył wokół filmu retrospekcyjne pole grawitacyjne. Piosenka należy do tego samego momentu kariery i została użyta w amerykańskiej prezentacji napisów końcowych, ale nie należy leniwie opisywać jej jako centralnego wykonania tytułowego oryginalnego brytyjskiego filmu. Dokładnie w ten sposób mitologia ścieżki dźwiękowej zmienia pamięć o filmie. Przebój radiowy przeżywa konkretną kopię terytorialną znacznie łatwiej. Późniejsi widzowie zlewają oba elementy. Dobre pisanie archiwalne rozdziela je bez udawania, że to skojarzenie nie ma znaczenia.
Zakończenie odmawia nagrodzenia Jima za odejście
Film nie kończy się triumfalnym powstaniem słynnego zespołu. Pozostawia Jima emocjonalnie na tyle niespokojnego, że sequel ma sens. To najsilniejszy powód, dla którego para działa jak dyptyk. That'll Be the Day nie jest pierwszym aktem jednej wielkiej historii sukcesu tylko dlatego, że później pojawia się Stardust. To kompletny film o pragnieniu przed sławą. Sequel pyta, co dzieje się po tym, jak drzwi naprawdę się otworzą. Pierwszy film już ostrzegł nas, że Jim może przenieść swój problem przez próg.
Różnica 87 kontra 91 minut powinna pozostać przypisana do wydań
Główny rekord filmowy BFI podaje 91 minut, podczas gdy obecne wydanie Blu-ray StudioCanal Vintage Classics sprzedawane przez sklep BFI podaje 87 minut. Sprawdzone źródła nie ustalają jednego prostego wyjaśnienia tej różnicy, która może wynikać z transferu, wydania albo sposobu katalogowania czasu. Obie wartości zasługują więc na przypisanie do własnych źródeł. Rok i tożsamość filmu są stabilne, nawet jeśli liczba minut nie jest, a precyzja nic nie zyskuje na produkowaniu jednomyślności tam, gdzie dokumentacja jej nie daje.
Film działa, ponieważ pamięta Wielką Brytanię tuż przed momentem, gdy muzyka popularna stanie się oczywistą drogą ucieczki
Pod koniec dekady przedstawianej przez That'll Be the Day brytyjski przemysł muzyczny będzie wyglądał radykalnie inaczej. Beatlesi, Stonesi, Who, Kinks i inni sprawią, że gwiazdorstwo rockowe zacznie wyglądać jak rozpoznawalna droga dla młodych mężczyzn z odpowiednim zespołem, piosenkami i szczęściem. Jim żyje, zanim tę drogę utwardzono. Jego niepokój wydaje się więc bardziej ryzykowny. Odchodzi, nie wiedząc jeszcze, jakim rodzajem człowieka zamierza się stać. Muzyka jest obietnicą, zanim stanie się zawodem. To prawdziwe historyczne osiągnięcie filmu.
Uwaga dotycząca oglądania i kolekcjonowania
W miarę dostępności używaj bieżącego Blu-ray StudioCanal Vintage Classics jako preferowanego wydania fizycznego. Zachowaj rozdział czasu trwania: 91 minut w rekordzie dzieła BFI i 87 minut w bieżącej liście Blu-ray. Jeśli zostaną wdrożone cue sheety na poziomie utworów, zachowaj odrębnie terytorialne różnice w muzyce napisów końcowych.