Przejdź do treści
Kadr 021The Last Waltz1978
Sala projekcyjna · Film 021

The Last Waltz

Pożegnalny film koncertowy / inscenizowany dokument muzyczny / retrospektywny portret zespołu

ReżyseriaMartin Scorsese
Rok filmu1978
Czas trwaniaokoło 117 minut
KrajWinterland Ballroom, San Francisco, Kalifornia, Stany Zjednoczone
Dział archiwumFilm koncertowy / Roots rock / Americana / Dokument muzyczny

Koncert pożegnalny wystawiony tak, jakby całe muzyczne uniwersum miało właśnie opuścić salę

W Święto Dziękczynienia 1976 roku pięć tysięcy osób weszło do Winterland Ballroom w San Francisco na wydarzenie znacznie bardziej rozbudowane niż zwyczajny ostatni koncert. Podano im kolację, orkiestra salonowa grała walce, pojawili się poeci, nad sceną zawisły żyrandole, a samą scenę udekorowano elementami scenografii wypożyczonymi z San Francisco Opera. The Band zaprosili zaś całą procesję muzyków, których kariery przecinały się z historią zespołu. Martin Scorsese przygotował do rejestracji tej nocy starannie zaplanowaną produkcję na taśmie 35 mm, a zespołem operatorów, w którym znaleźli się Vilmos Zsigmond i Laszlo Kovacs, kierował Michael Chapman.

Rezultat, wydany w 1978 roku jako The Last Waltz, jest często nazywany jednym z najlepszych filmów koncertowych w historii. Taka reputacja jest zrozumiała, ale może przysłonić to, co naprawdę czyni ten film niezwykłym. Scorsese nie ustawił po prostu kamer wokół pożegnalnego koncertu i nie liczył na to, że wieczór sam ujawni swój sens. Wydarzenie było teatralne jeszcze zanim zabrzmiała pierwsza nuta, a zdjęcia zaplanowano z taką precyzją, że operatorzy pracowali, znając szczegółowo utwory, pozycje sceniczne i prawdopodobne muzyczne sygnały.

To kino koncertowe odchodzące od obserwacyjnego przypadku w stronę zaplanowanej kompozycji wizualnej. The Band pozostają muzykami grającymi na żywo przed prawdziwą publicznością, ale film traktuje scenę z poziomem kontroli kojarzonym raczej z fabularną realizacją kinową. Wykonawcy pojawiają się w precyzyjnie ukształtowanych plamach światła, tła mają głębię i fakturę, a kamera często zdaje się wiedzieć dokładnie, kiedy solo, spojrzenie lub zmiana aranżacji nabiorą znaczenia.

Dopracowanie filmu wywarło ogromny wpływ na późniejsze kino koncertowe. Stworzyło też jeden z głównych punktów sporu wokół The Last Waltz: czy elegancja konstrukcji Scorsesego pozwala zobaczyć The Band wyraźniej, czy raczej zamienia skomplikowane zakończenie w piękną legendę.

Winterland wybrano, ponieważ The Band mieli z tym miejscem własną historię

Pożegnanie odbyło się w Winterland Ballroom Billa Grahama, miejscu już wcześniej związanym z rozwojem zespołu. Historia filmu opublikowana przez Criterion przypomina, że The Band po raz pierwszy wystąpili pod tą nazwą w Winterland w 1969 roku, dzięki czemu powrót miał naturalny ciężar emocjonalny i symboliczny. Siedem lat później grupa wróciła tam jako jeden z najbardziej szanowanych zespołów północnoamerykańskiego rocka.

Ta historia sięgała znacznie dalej niż sama nazwa The Band. Rick Danko, Levon Helm, Garth Hudson, Richard Manuel i Robbie Robertson przez lata grali razem najpierw z Ronnie Hawkinsem, a później z Bobem Dylanem. Ich doświadczenia łączyły rockabilly, rhythm and blues, soul, folk i country z elektryzującym sporem, jaki wywoływały zelektryfikowane występy Dylana w połowie lat sześćdziesiątych. Gdy w 1968 roku ukazało się Music from Big Pink, muzycy zdążyli wchłonąć tyle tradycji, że potrafili tworzyć nagrania brzmiące jednocześnie staro i niemal niepodobnie do czegokolwiek innego we współczesnym rocku.

Lista gości w Winterland nie była więc przypadkową dekoracją złożoną z celebrytów. Ronnie Hawkins reprezentował lata Hawks. Bob Dylan symbolizował kolejny fundamentalny rozdział. Muddy Waters i Paul Butterfield wskazywali na bluesowe tradycje kształtujące język muzyków. Dr. John i Staple Singers otwierali drogę ku muzyce Nowego Orleanu, gospel i soul, podczas gdy Neil Young, Joni Mitchell, Van Morrison, Eric Clapton i inni odzwierciedlali relacje nawiązane w późniejszym okresie działalności The Band.

Wieczór skonstruowano jako muzyczną genealogię. Film Scorsesego wzmacnia ten sposób odczytania, pozwalając gościom pojawiać się pojedynczo zamiast zamieniać koncert w bezładne spotkanie wszystkich gwiazd naraz. Każde wejście chwilowo zmienia rolę The Band, a grupa pokazuje, dlaczego stała się tak niezwykle elastycznym zespołem współpracowników. Potrafią wesprzeć Muddy'ego Watersa, nie brzmiąc jak turyści, zagrać za Neilem Youngiem bez wymazywania jego charakteru i stworzyć całkowicie inną atmosferę, gdy na scenę wchodzi Van Morrison.

Scorsese filmował muzyków jak postacie dramatyczne, a nie odległych wykonawców

Wizualna gramatyka The Last Waltz jest jedną z najważniejszych innowacji filmu. Wiele wcześniejszych filmów koncertowych polegało na energii dokumentalnej rejestracji, akceptując niedoskonałe kąty kamery, ponieważ nieprzewidywalność występu na żywo była częścią formy. Scorsese podszedł do sceny Winterland z zainteresowaniem reżysera inscenizacją ruchu, światłem i przewidywaniem obrazu.

Criterion wskazuje siedmiu operatorów kamer, z Michaelem Chapmanem na czele grupy, do której należeli także tak znaczący autorzy zdjęć jak Zsigmond i Kovacs. Scenograf Boris Leven, mający w dorobku między innymi West Side Story i The Sound of Music, pomógł przekształcić Winterland za pomocą teatralnej dekoracji. Scena miała więc głębię wizualną jeszcze zanim kamery zaczęły wyszukiwać w niej kompozycje.

Planowanie było szczególnie ważne, ponieważ magazynki z taśmą 35 mm narzucały praktyczne ograniczenia. Kamery nie mogły pracować bez końca. Operatorzy musieli wiedzieć, kiedy przypisany im wykonawca staje się istotny i kiedy muzyczny sygnał uzasadnia zużywanie taśmy. Scorsese słynnie pracował na podstawie samej muzyki, traktując piosenki niemal jak rozpisane sceny, których sola, zwrotki i zmiany można było przewidzieć.

Efekt widać w intymności zdjęć. Gra gitarowa Robbiego Robertsona jest kadrowana jako fizyczny występ, śpiew i perkusja Levona Helma otrzymują równą uwagę, a instrumentalna praca Gartha Hudsona może być obserwowana ze skupieniem zwykle zarezerwowanym dla głównego wokalisty. Gościnni wykonawcy również otrzymują własne, wyraźne potraktowanie wizualne, zamiast ginąć w szerokich planach świętującej sceny.

Ta precyzja pomogła ustanowić model późniejszego kina koncertowego, w którym planowanie nie musi osłabiać energii występu na żywo. Reżyser może wiedzieć, dokąd zmierza utwór, nie wiedząc dokładnie, jak muzyk zamieszka ten moment.

Wywiady zmieniają pożegnanie w autobiografię

The Last Waltz nie pozostaje wyłącznie w Winterland. Scorsese przeplata koncert wywiadami, w których członkowie The Band wspominają trasy, początki kariery, życie w przemyśle muzycznym oraz skumulowane skutki lat spędzonych w drodze. Sekwencje te tworzą inny rytm niż występy i pomagają wyjaśnić, dlaczego wydarzenie przedstawiane jest jako zakończenie, a nie po prostu kolejny duży koncert.

Tworzą też problemy perspektywy. Robbie Robertson wyrasta na najbardziej elokwentnego interpretatora historii The Band, a jego rola producenta filmu dawała mu znaczący wpływ na sposób ukształtowania opowieści o grupie. Levon Helm później ostro sprzeciwiał się elementom narracji pożegnalnej oraz wersji Robertsona dotyczącej decyzji o zakończeniu tras. Historyczny esej Criterion wyraźnie odnotowuje tę różnicę: Robertson opisywał decyzję jako wspólnie zaakceptowaną, podczas gdy Helm pamiętał, że niechętnie podporządkował się czemuś, czego sam nie chciał.

Ten spór ma znaczenie, ponieważ elegancja filmu może sprawić, że jego wersja historii wydaje się nieuchronna. Koncert pożegnalny ma emocjonalny kształt zakończenia, lecz jego uczestnicy niekoniecznie zgadzali się co do tego, co właściwie się kończy i dlaczego. The Band nadal nagrywali, a późniejsze konfiguracje grupy ostatecznie wróciły do koncertowania bez Robertsona.

Film działa więc najlepiej, gdy ogląda się go jako pięknie skonstruowaną, pierwszoosobową wersję końca, a nie neutralny wyrok na wewnętrzną historię The Band. Scorsese zachowuje prawdziwe występy i prawdziwe wspomnienia, ale montaż układa te materiały w spójną opowieść, którą niektórzy uczestnicy później skomplikowali.

Lista gości tworzy mapę północnoamerykańskiej muzyki korzeni, wraz z wymownymi brakami

Muddy Waters śpiewający "Mannish Boy" daje jeden z najważniejszych występów w filmie, ponieważ nie pozwala, by język korzeni The Band rozpłynął się w nieokreślonej "Americana". Tradycja źródłowa stoi na scenie osobiście. Staple Singers wykonują "The Weight" w oddzielnej sekwencji studyjnej nakręconej specjalnie do filmu, tworząc kolejny most między pisaniem piosenek przez The Band a tradycjami gospel i soul, które pomogły ukształtować ich brzmienie.

Pojawienie się Boba Dylana domyka historyczny krąg. Okres, gdy The Band akompaniowali Dylanowi, umieścił ich w samym środku jednej z najbardziej znaczących przemian popularnej muzyki lat sześćdziesiątych, a występ w Winterland ponownie łączy ich publicznie w momencie, gdy The Band rzekomo opuszczają trasę.

Program pokazuje też, jak działa tworzenie kanonu. Obecność Neila Diamonda od dawna wydawała się części widzów osobliwa obok bluesmanów i singer-songwriterów bardziej oczywiście związanych z wizerunkiem The Band, jednak Robertson niedawno produkował album Diamonda Beautiful Noise. Wybór dokumentuje więc prawdziwą zawodową relację, nawet jeśli komplikuje późniejsze próby traktowania listy gości jako idealnie kuratorowanej historii amerykańskiej muzyki korzeni.

Kobiety zajmują mniej centralne miejsce, niż może sugerować mitologia wydarzenia. Joni Mitchell jest ważną obecnością, ale początkowo śpiewa chórki spoza sceny, zanim pojawi się później. Emmylou Harris występuje w sekwencji studyjnej, a nie podczas koncertu w Winterland. Sekwencję Staple Singers również zrealizowano oddzielnie. Historyczny wieczór i gotowy film są więc obiektami powiązanymi, lecz nie identycznymi, co jest kolejnym powodem, by nie traktować dzieła jako przezroczystego zapisu jednej nocy.

Występy studyjne czynią film bardziej kinowym, a mniej dokumentalnym

Dwie z najbardziej pamiętnych sekwencji, "The Weight" ze Staple Singers i "Evangeline" z Emmylou Harris, nakręcono poza koncertem pożegnalnym. Ich kontrolowane otoczenie, nieskazitelne oświetlenie i starannie zbalansowany dźwięk sprawiają, że wizualnie pasują do koncertu, jednocześnie dając Scorsesemu poziom precyzji niemożliwy do uzyskania podczas wydarzenia na żywo.

Dodatki te odsłaniają priorytety filmu. Scorsese chce zachować muzyczne znaczenie The Band, a nie tylko udowodnić, co dokładnie wydarzyło się w Winterland w ścisłej kolejności chronologicznej. Rygorystyczny dokument wydarzenia mógłby odrzucić odtworzone lub osobno zainscenizowane materiały jako zanieczyszczenie. The Last Waltz traktuje kino jak kolejną aranżację muzyczną, zdolną dodać materiał wyjaśniający temat, nawet jeśli nie powstał podczas samego koncertu.

Ten wybór wpłynął na niezliczone późniejsze filmy muzyczne. Materiały archiwalne, nowe występy studyjne, wywiady i nagrania live mogą współistnieć, jeśli montaż jasno określa ich relację. Ryzyko pojawia się wtedy, gdy widz zakłada, że każdy obraz pochodzi z tego samego czasu i miejsca.

Metadane RetroForge powinny zatem odróżniać koncert w Święto Dziękczynienia od materiału stworzonego specjalnie do filmu. To rozróżnienie nie pomniejsza wartości sekwencji studyjnych. Wyjaśnia, dlaczego wyglądają i brzmią tak kontrolowanie.

Pożegnanie The Band było prawdziwe, ale nie całkiem ostateczne

Tytuł zachęca do języka absolutnego. The Band żegnali się, droga dobiegała końca, a sam koncert reklamowano jako pożegnanie. Późniejsza historia grupy odmawia jednak postawienia czystej kropki.

Pierwotny kwintet nagrał Islands już po koncercie, a poszczególni członkowie nadal współpracowali w różnych konfiguracjach. W latach osiemdziesiątych Danko, Helm, Hudson i Manuel znów zaczęli koncertować jako The Band, bez Robertsona. Śmierć Richarda Manuela w 1986 roku ponownie zmieniła tę historię, lecz nazwa grupy przetrwała do lat dziewięćdziesiątych.

Nic z tego nie czyni wydarzenia z 1976 roku fałszywym. Był to ostatni koncert oryginalnego pięcioosobowego The Band w składzie udokumentowanym przez Scorsesego, a Robertson faktycznie odszedł od koncertującej grupy. Problem historyczny pojawia się dopiero wtedy, gdy starannie zaprojektowane przez film poczucie ostateczności zaczyna wymazywać to, co wydarzyło się później.

Koncerty pożegnalne często działają właśnie w ten sposób. Są jednocześnie autentycznymi wydarzeniami emocjonalnymi i aktami budowania narracji. Muzycy ogłaszają koniec, ponieważ wymaga tego dany moment; życie trwa dalej i przynosi komplikacje.

The Last Waltz pozostaje potężny, ponieważ uczestnicy traktują tę noc wystarczająco serio, by zakończenie wydawało się realne, nawet jeśli historia dopisała później epilog.

Restauracja pozwala lepiej docenić zdjęcia, nie usuwając z nich lat siedemdziesiątych

Film trafił do National Film Registry w 2019 roku, co stanowi uznanie, że jego znaczenie wykracza poza grono fanów The Band. Współczesne wydania Criterion korzystają z restauracji 4K i pozwalają oglądać zdjęcia 35 mm z dużo większą przejrzystością niż starsze transfery domowe.

Ta poprawa ma znaczenie, ponieważ Scorsese i jego operatorzy zbudowali film wokół kontrolowanej ciemności, ciepłego światła scenicznego i starannie izolowanych wykonawców. Słabe transfery potrafią zgubić szczegóły w cieniach i spłaszczyć scenę do tego stopnia, że precyzja planowania wizualnego staje się znacznie mniej czytelna. Dobra restauracja odsłania faktury tła, instrumentów i twarzy, zachowując przy tym celowo stonowane oświetlenie.

Czas trwania nadal należy do konkretnej edycji. BBFC rejestruje kinową klasyfikację z 1978 roku na około 116 minut i 39 sekund, podczas gdy późniejsze wydania domowe bywają krótsze. Współczesna prezentacja Criterion jest zazwyczaj opisywana jako około 117 minut.

Dla pierwszego seansu odrestaurowane wydanie jest oczywistą drogą. Dla porównania historycznego starsze montaże pozostają użyteczne, ponieważ pokazują, jak dystrybucja domowa może zmieniać film poprzez cięcia, jakość transferu i sposób opracowania ścieżki dźwiękowej.

Arcydzieło, którego piękna nie należy mylić z neutralnością

Największa siła The Last Waltz jest zarazem źródłem jego najciekawszego problemu historycznego. Scorsese sprawia, że The Band wyglądają definitywnie. Scena, światło, wywiady i sekwencja gości wspólnie budują wrażenie, jakby cała epoka północnoamerykańskiej muzyki świadomie zbierała się na ostatnią ceremonię.

Rzeczywistość była mniej uporządkowana. Członkowie The Band nie zgadzali się co do zakończenia tras. Lista gości odzwierciedlała relacje i gust Robertsona w takim samym stopniu jak jakąkolwiek obiektywną mapę amerykańskiej muzyki. Część występów filmowych powstała już po koncercie. Późniejsza historia zespołu skomplikowała samo pożegnanie.

Żaden z tych faktów nie umniejsza osiągnięcia. Wzbogacają film, ponieważ można rozumieć go jednocześnie jako zapis i argument. Scorsese nie tylko zachował legendarną noc. Pomógł stworzyć formę, w której ta noc stała się legendą.

To rozróżnienie ma kluczowe znaczenie dla poważnej historii muzyki. Kamera nie tylko pamięta. Decyduje, jak pamięć będzie wyglądać.

Uwaga dotycząca oglądania i kolekcjonowania

Jako główne odniesienie historyczne przyjmuj około 117-minutową wersję kinową. Współczesne odrestaurowane wydania Criterion są preferowaną drogą oglądania, natomiast krótsze wersje na rynek domowy udokumentowane przez BBFC powinny pozostać przypisane do konkretnych wydań.

Odkrywaj dalej

Kontynuuj w grafie wiedzy RetroForge

Wybrane ścieżki do ludzi, płyt, wydarzeń i idei poszerzających muzyczny kontekst.