Film, który Led Zeppelin zrobili, gdy zwykły film koncertowy nie był wystarczająco wielki
Do 1973 roku Led Zeppelin stali się zbyt wielcy, by prosty dokument występu mógł sprostać mitologii, która narosła wokół zespołu. Ich płyty oferowały stosunkowo niewiele konwencjonalnych wyjaśnień dotyczących ludzi tworzących muzykę, wywiady były starannie kontrolowane, a menedżer Peter Grant chronił wizerunek grupy z niezwykłą siłą. Kiedy filmowiec Joe Massot zaczął rejestrować ich amerykańską trasę, projekt próbował więc uchwycić muzyków, którzy już wtedy wydawali się częściowo ukryci za własną skalą.
Trzy koncerty w Madison Square Garden 27, 28 i 29 lipca 1973 roku powinny stanowić proste rozwiązanie. Sfilmować Led Zeppelin w jednym z najważniejszych obiektów koncertowych w Stanach Zjednoczonych, dodać materiał zza kulis, zmontować najlepsze wykonania i wydać wielki film koncertowy.
The Song Remains the Same stało się czymś znacznie dziwniejszym. Gotowy film z 1976 roku łączy materiał koncertowy, sceny z trasy, sekwencje fantasy i rekonstruowane obrazy występu stworzone później, gdy pierwotne zdjęcia okazały się trudne do zmontowania. Joe Massot rozpoczął projekt, Peter Clifton ostatecznie go ukończył, a trzyletnia produkcja stała się niemal tak rozbudowana jak zespół, który próbowała udokumentować.
Rezultat był przez dekady krytykowany, uwielbiany, wznawiany, cytowany i oglądany na nocnych seansach, ponieważ zachowuje dwa Led Zeppeliny jednocześnie: zespół naprawdę grający w Nowym Jorku oraz jego mitologiczną wersję, która chciała, by kino ujawniło coś większego niż czterech muzyków na scenie.
Madison Square Garden pojawiło się pod koniec wyczerpującej amerykańskiej trasy
Koncerty filmowano podczas trasy Led Zeppelin z 1973 roku promującej Houses of the Holy. Oficjalna dyskografia zespołu potwierdza, że wykonania wykorzystane na ścieżce dźwiękowej pochodzą z trzydniowego pobytu w Madison Square Garden 27-29 lipca.
Moment ma znaczenie, ponieważ nie były to koncerty z początku świeżej trasy. Grupa spędziła miesiące, przemierzając Amerykę Północną, a współczesne relacje opisują narastające wyczerpanie otaczające nowojorskie daty. Słynna kradzież dużej ilości gotówki z hotelu zespołu podczas tego pobytu dodała kolejną warstwę chaosu.
Późniejszy widz łatwo może założyć, że film koncertowy dokumentuje idealny wieczór wybrany z całej trasy. W rzeczywistości kamery często pojawiają się wtedy, gdy pozwalają na to harmonogramy, dostępność obiektu i okazja komercyjna. Led Zeppelin musieli następnie zbudować definitywną wypowiedź filmową z trzech wieczorów, które niekoniecznie wydawały się definitywne ludziom stojącym na scenie.
W tym miejscu produkcja filmowa zaczyna zmieniać historię występu. Gotowy film może łączyć momenty z różnych nocy, naprawiać luki wizualne i dopasowywać dźwięk do rekonstruowanych obrazów. To, co wygląda jak jeden monumentalny koncert, jest konstrukcją montażową złożoną z kilku występów i późniejszej pracy.
Nie czyni to muzyki sztuczną. Czyni film złożonym artefaktem koncertowym, a nie przezroczystym zapisem wydarzenia.
Trzyminutowe magazynki filmowe spotykają dwudziestosiedmiominutowe „Dazed and Confused”
Turner Classic Movies zachowuje jedno z najklarowniejszych wyjaśnień tego, dlaczego pierwotne zdjęcia stały się tak trudne. Massot używał ręcznych kamer 35 mm z 400-stopowymi magazynkami filmu, co ograniczało ciągłe ujęcie do zaledwie kilku minut. To niewygodne podczas każdego koncertu. Staje się problemem konstrukcyjnym, gdy Led Zeppelin potrafią rozciągnąć „Dazed and Confused” ponad dwadzieścia minut.
Kamerze może skończyć się film, gdy utwór nadal trwa. Przeładowanie wymaga czasu. Inna kamera może pokryć lukę, ale tylko jeśli ma właściwy kąt i pozostaje zsynchronizowana z użytecznym dźwiękiem. W ciągu trzech wieczorów filmowcy zgromadzili ogromną układankę fragmentów.
Peter Clifton został ostatecznie sprowadzony, by rozwiązać problem montażowy po odejściu Massota z projektu. Jego rozwiązanie obejmowało rekonstrukcję materiału wizualnego w Shepperton Studios, gdzie zespół mógł wykonywać partie synchronicznie z istniejącą ścieżką koncertową, podczas gdy kamery odtwarzały kąty brakujące w oryginalnych zdjęciach z Madison Square Garden.
Technika ta komplikuje określenie „materiał koncertowy”. Część obrazów rzeczywiście pokazuje Nowy Jork w lipcu 1973 roku. Inne wizualnie odtwarzają występ po fakcie, by nadać filmowi ciągłość. Sprawny montaż sprawia, że granica między nimi staje się trudna do wykrycia.
Dla historyków filmu ta historia produkcji jest fascynująca. Dla widzów wyjaśnia, dlaczego The Song Remains the Same może wydawać się jednocześnie intensywnie koncertowe i dziwnie skomponowane.
Sekwencje fantasy zamieniają prywatność gwiazdy rocka w samodzielnie napisaną mitologię
Konwencjonalny dokument mógłby rozwiązać problem względnej tajemniczości Led Zeppelin za pomocą wywiadów. Zespół wybrał fantasy.
Film opuszcza Madison Square Garden i przechodzi do indywidualnych sekwencji, które wiążą muzyków oraz Petera Granta z symbolicznymi lub wyobrażonymi tożsamościami. Obrazowanie Jimmy'ego Page'a słynnie czerpie z postaci Pustelnika, podczas gdy pozostałe sekwencje poruszają się przez scenerie pastoralne, historyczne, domowe i surrealistyczne. Nie są to wyjaśnienia biograficzne w zwykłym sensie.
Ich wartość tkwi w tym, co ujawniają o ówczesnym pojmowaniu rockowej gwiazdy. W połowie lat siedemdziesiątych zespół tak wielki jak Led Zeppelin mógł konstruować wizerunek, w którym tajemnica była cenniejsza niż dostęp. Publiczność nie musiała dowiadywać się, co Jimmy Page jadł na śniadanie ani jak John Paul Jones prowadził swoje finanse. Kino mogło zamiast tego rozszerzyć świat sugerowany przez okładki płyt, odniesienia okultystyczne, światło sceniczne i mitologię prasową.
Sekwencje od zawsze dzieliły widzów. Jedni widzą w nich pobłażliwą fantazję przerywającą świetny koncert. Inni widzą rzadki przypadek zespołu rockowego wykorzystującego środki pełnometrażowego kina do budowy własnego symbolicznego uniwersum.
Obie reakcje są zrozumiałe, ponieważ film odrzuca współczesne założenie, że autentyczność wymaga spowiedzi zza kulis. Odpowiedzią Led Zeppelin na pytanie „kim są ci ludzie?” nie jest wywiad. Jest nią sen.
John Bonham sprawia, że mitologia staje się zbędna za każdym razem, gdy kamera wraca do perkusji
Materiał fantasy potrafi zdominować dyskusję, bo jest nietypowy, lecz trwałym centrum filmu pozostaje występ. Gra Johna Bonhama jest szczególnie ważna, ponieważ film pokazuje fizyczność jego techniki w sposób, którego nagrania studyjne nie potrafią.
Skala brzmienia Led Zeppelin może sprawiać, że słuchacz wyobraża sobie znacznie większy aparat rytmiczny niż jeden perkusista. Kamera pokazuje, jak duża część tego ciężaru bierze się z dotyku, timingu, dynamiki i relacji pomiędzy kończynami Bonhama, a nie z samej złożoności zestawu.
John Paul Jones jest równie odkrywczy. Jego publiczny wizerunek zawsze był spokojniejszy niż Page'a czy Planta, ale na scenie nie da się traktować jego roli jako drugorzędnej. Bas, klawisze i wsparcie aranżacyjne przechodzą przez koncert z precyzją, która pozwala bardziej widowiskowym elementom zespołu rozwinąć skrzydła.
Robert Plant i Jimmy Page zapewniają oczywisty dramat wizualny, lecz film działa najlepiej, gdy zachowuje zależność wszystkich czterech muzyków. Długie improwizacje Zeppelin nie polegają na jednym gitarzyście wędrującym po utworze, podczas gdy wszyscy inni czekają. Wymagają sekcji rytmicznej zdolnej podążać, przewidywać i przekierowywać kształt kompozycji.
Dlatego nawet widzowie zirytowani sekwencjami fantasy często wracają do filmu. Materiał koncertowy zawiera dowody, których żadna ilość mitologii nie potrafi zastąpić.
„Dazed and Confused” pokazuje zarówno chwałę, jak i problem Led Zeppelin z 1973 roku
Rozbudowane „Dazed and Confused” stało się jednym z definiujących wykonań filmu. Daje Page'owi przestrzeń do przechodzenia przez partie grane smyczkiem na gitarze, riffy i fragmenty improwizowane, podczas gdy zespół przekształca utwór na przestrzeni czasu niemal niewyobrażalnego dla konwencjonalnego singla rockowego.
Dla zwolenników jest to koncertowy język Led Zeppelin w pełnej skali. Grupa może poruszać się między gwałtownością, ciszą, frazowaniem wywodzącym się z bluesa, hałasem i spontanicznymi przejściami bez traktowania utworu jak stałej aranżacji studyjnej.
Dla krytyków ta sama sekwencja pokazuje pobłażliwość wobec nadmiaru, która uczyniła stadionowy rock lat siedemdziesiątych podatnym na późniejszy kontratak. Długość może wydawać się przesadna, a gotowość filmu do oddania ogromnej przestrzeni indywidualnemu popisowi instrumentalnemu ucieleśnia dokładnie tę rockową monumentalność, którą wkrótce zaatakuje punk.
Użyteczna pozycja historyczna nie polega na rozstrzyganiu tego sporu. Występ jest cenny dlatego, że czyni stawkę widoczną. Led Zeppelin byli wystarczająco potężni, by oczekiwać, że publiczność podąży za utworem przez długą improwizacyjną podróż, a ich kultura koncertowa nagradzała tę skalę.
Artykuł Screening Room powinien pozwolić widzom zdecydować, czy rezultat jest wyzwalający, czy zarozumiały, bez udawania, że jedna odpowiedź jest historycznie poprawna.
Album ze ścieżką dźwiękową i film są powiązane, ale nie są identycznymi pojemnikami
Podobnie jak w przypadku Yessongs, powielenie tytułu łatwo wywołuje zamieszanie. Oryginalny album soundtrackowy z 1976 roku korzystał z materiału nagranego w Madison Square Garden, ale jego kolejność i zawartość nie były prostą kopią wszystkiego, co pokazano lub wykonano podczas koncertów.
Późniejsze wznowienia dodatkowo skomplikowały relację. Oficjalna strona Led Zeppelin podaje, że zremasterowana ścieżka dźwiękowa została rozszerzona do piętnastu utworów, w tym materiału nieobecnego na pierwotnym albumie. Wydania domowe z 2007/2008 roku zawierały również ponad czterdzieści minut materiału bonusowego, w tym dodatkowe wykonania takie jak „Over the Hills and Far Away”, „Celebration Day”, „Misty Mountain Hop” i „The Ocean”.
Najważniejsze rozróżnienie dotyczy oryginalnego filmu, oryginalnego albumu soundtrackowego, późniejszych rozszerzonych wydań audio oraz bonusowych wykonań wideo. Wszystkie korzystają z tego samego źródła koncertowego z 1973 roku, lecz pakują je inaczej.
Dla kolekcjonerów dane o wydaniach są więc naprawdę przydatne. Współczesny box może zawierać znacznie więcej materiału z Madison Square Garden niż widz pamięta z filmu kinowego z 1976 roku, ale nie oznacza to, że oryginalny film po cichu rozszerzył się o każdy zachowany utwór. Archiwum staje się łatwiejsze do zrozumienia i historycznie bardziej użyteczne, gdy te obiekty pozostają oddzielne.
Trzy lata produkcji uczyniły film dziełem epoki jeszcze przed premierą
Oficjalny komunikat prasowy Led Zeppelin z października 1976 roku podkreślał, że film potrzebował trzech lat, by dotrzeć do kin. W tym czasie sam zespół się zmienił. Ukazało się Physical Graffiti, nagrano Presence, a poważny wypadek samochodowy Roberta Planta w 1975 roku zakłócił plany koncertowe.
Film pojawił się więc jako dokument Led Zeppelin z 1973 roku w momencie, gdy rok 1973 już wydawał się inną fazą. Opóźnienie zwiększało wrażenie, że widz ogląda zamknięty obraz imperialnego amerykańskiego okresu zespołu, a nie aktualny film z trasy.
Przyczyniło się także do wrogości krytyków. Do 1976 roku kultura wokół rocka się zmieniła, a długi film pełen sekwencji fantasy i ogromnych solówek mógł wyglądać jak pomnik dokładnie tej przesady, którą młodsze sceny zaczynały odrzucać.
Fani reagowali inaczej. TCM odnotowuje przepaść między ostrymi reakcjami krytyków a entuzjastyczną publicznością, a film zyskał długie życie w obiegu seansów nocnych. Spór stał się częścią jego tożsamości i pozostaje jednym z najklarowniejszych przykładów dystansu, jaki może powstać między oceną krytyczną a oddaniem fanów wobec filmu koncertowego.
Czas trwania zależy od tego, które wydanie rzeczywiście leży na półce
Rejestry BBFC pokazują, że The Song Remains the Same nie da się przypisać jednego uniwersalnego czasu trwania bez zastrzeżeń. Klasyfikacja kinowa z 1976 roku wynosi 136 minut 47 sekund. Klasyfikacja wydania fizycznego z 1987 roku wynosi 126 minut 52 sekundy, a wersja home entertainment z 2000 roku 131 minut 57 sekund.
To znaczące różnice. Użytkownik porównujący usługę streamingową, starsze wydanie z epoki VHS i odniesienie kinowe może więc natrafić na trzy różne liczby, z których żadna nie musi być literówką.
Prawidłowym rozwiązaniem archiwalnym jest potraktowanie wersji kinowej z 1976 roku jako głównego historycznego punktu odniesienia dzieła i przypisanie późniejszych czasów konkretnym wydaniom. Materiał bonusowy na współczesnych Blu-rayach powinien znajdować się poza czasem trwania filmu głównego.
Oficjalna strona Led Zeppelin dokumentuje również późniejsze zremiksowane i zremasterowane wydania nadzorowane przez zespół, przez co informacje dźwiękowe na poziomie konkretnego wydania są równie ważne.
Dla filmu, który już pierwotnie powstawał dzięki tak szerokiej rekonstrukcji, jest niemal stosowne, że jego późniejsza tożsamość domowego wideo pozostaje skomplikowana.
Niedoskonały film może nadal być właściwym filmem dla Led Zeppelin
Bardziej uporządkowany dokument mógłby zestarzeć się łagodniej. Mógłby usunąć fantasy, skrócić improwizacje, wyjaśnić trasę i przedstawić czterech muzyków poprzez wywiady. Taki film prawdopodobnie łatwiej byłoby polecać, ale mógłby też ujawnić mniej o kulturowej pozycji, jaką Led Zeppelin naprawdę zajmowali.
The Song Remains the Same jest przesadny, ponieważ Led Zeppelin w 1973 roku byli przesadni pod względem skali, ambicji i pozycji kulturowej. Problemy produkcyjne filmu, symboliczne fantazje i długie fragmenty koncertowe należą do tego samego historycznego świata co prywatne samoloty, wyprzedane areny i rosnące przekonanie, że zespoły rockowe mogą budować mitologię na skalę dawniej zarezerwowaną dla gwiazd kina.
Film nie tylko dokumentuje tę mitologię z zewnątrz. Bierze w niej udział, czasami znakomicie, czasami niezgrabnie.
To czyni go bardziej złożonym źródłem historycznym niż perfekcyjnie wydajny film koncertowy. Nie wszystkie wady są zaletami, ale są dowodami.
Gdy kamera wraca do Madison Square Garden, a zespół wpada we wspólny puls, projekt nagle nie potrzebuje żadnej obrony. Reszta filmu wyjaśnia, dlaczego czterech muzyków grających razem stało się wystarczająco ważnych, by wszyscy zaangażowani uznali, że sama rzeczywistość już nie wystarcza.
Uwaga dotycząca oglądania i kolekcjonowania
Używaj kinowego filmu z 1976 roku o czasie około 137 minut jako historycznego punktu odniesienia, zachowując krótsze, udokumentowane przez BBFC wersje domowe jako osobne wydania. Współczesne zremasterowane Blu-raye i DVD dodają znaczną ilość bonusowego materiału koncertowego, dlatego bonusów nie należy wliczać do czasu trwania filmu głównego.