Film o Yes z momentu, gdy rock progresywny nauczył się, jak wielki może się stać
Kiedy Yes grali w Rainbow Theatre 15 i 16 grudnia 1972 roku, zespół zdążył już w ciągu zaledwie kilku lat przejść przez kilka tożsamości. The Yes Album ustanowił nową pewność kompozycyjną, Fragile wprowadził Ricka Wakemana i poszerzył instrumentalny język grupy, a Close to the Edge popchnął długą formę progresywnego rocka ku poziomowi konstrukcyjnej ambicji, który miał stać się jednym z głównych znaków rozpoznawczych gatunku.
Yessongs Petera Neala zachowuje ten skład w wyjątkowo ważnym momencie. Do Jona Andersona, Chrisa Squire'a, Steve'a Howe'a i Ricka Wakemana dołącza Alan White, który w 1972 roku zastąpił Billa Bruforda. Film rejestruje więc jednocześnie szczyt epoki Close to the Edge i poważną zmianę personalną przeprowadzoną z niezwykłą szybkością.
Yes mieli zmieniać się dalej, ale wizualna tożsamość, którą większość słuchaczy kojarzy z ich klasycznym okresem progresywnym, jest już kompletna. Wakeman otoczony jest klawiszami, Howe przechodzi między rolami elektrycznymi i akustycznymi, bas Squire'a równie często pełni funkcję instrumentu prowadzącego, co tradycyjnego wsparcia, a Anderson stoi w centrum muzyki, której aranżacje regularnie wykraczają daleko poza proporcje zwykłego rockowego utworu.
Film nie jest rozbudowanym dokumentem wyjaśniającym, jak do tego doszło. Jest cenny dlatego, że kamery były obecne wtedy, gdy cała ta machina już działała.
Rainbow Theatre było niemal częścią instrumentarium rocka progresywnego
Rainbow Theatre stało się jednym z definiujących londyńskich miejsc koncertowych początku lat siedemdziesiątych. Na jego scenie występowali między innymi David Bowie, King Crimson, Eric Clapton, Roxy Music, Focus, Golden Earring i wiele innych zespołów, a architektura obiektu odpowiadała grupom, których ambicje wyrosły już poza kluby, ale nie zostały jeszcze na stałe przywiązane do hal sportowych.
Dla Yes było to odpowiednie stadium skali. Grupa mogła rozstawić rozbudowaną scenę i oprawę wizualną, pozostając jednocześnie wystarczająco blisko publiczności, by kamery mogły obserwować indywidualną grę. Zachowany obraz jest ciemniejszy i technicznie mniej dopracowany niż współczesna kinematografia koncertowa, ale to ograniczenie zachowuje też coś istotnego z epoki. Rock progresywny zdążył stać się widowiskowy, zanim filmowanie koncertów osiągnęło bezwysiłkową jasność, pełne pokrycie kamerami i cyfrową elastyczność, której późniejsi widzowie zaczęli oczekiwać.
Grafiki Rogera Deana pojawiają się w oprawie wizualnej i projekcie tytułów, łącząc występ z obrazowym światem od dawna nierozłącznym z płytami Yes. Pejzaże Deana pomogły stworzyć wizualne uniwersum albumów takich jak Fragile, Close to the Edge i koncertowe Yessongs. W filmie stanowią próg, a nie substytut sceny. Kiedy zespół zaczyna grać, większość wizualnego ciężaru spada na instrumenty i muzyków.
To powściągnięcie jest właściwe, bo Yes nigdy nie byli po prostu zespołem otoczonym dekoracyjną fantastyką. Ich sceniczna tożsamość zależała od widocznej koordynacji. Złożoność muzyki łatwiej zrozumieć, kiedy można obserwować pięć osób fizycznie negocjujących ją na scenie.
Alan White jest już wewnątrz tej muzyki, ale zmiana składu wciąż jest świeża
Odejście Billa Bruforda z Yes w 1972 roku mogło zdestabilizować grupę dokładnie wtedy, gdy Close to the Edge wymagało bardzo kontrolowanego wykonania na żywo. Alan White dołączył w słynnie skompresowanych okolicznościach i przed trasą musiał w krótkim czasie przyswoić ogromny repertuar.
Podczas grudniowych koncertów w Rainbow nie jest przedstawiany jako tymczasowy zastępca. Film pokazuje klasyczny pięcioosobowy skład Yes funkcjonujący jako całość, ale historyczny moment sprawia, że rola White'a jest szczególnie ciekawa. Interpretuje muzykę mocno kojarzoną z Brufordem, a jednocześnie rozpoczyna długi proces przekształcania rytmicznego charakteru zespołu wokół własnego sposobu gry.
Oficjalna strona Yes potwierdza, że film dokumentuje dwa koncerty w Rainbow 15 i 16 grudnia 1972 roku, oraz identyfikuje White'a jako perkusistę składu koncertowego po letnim odejściu Bruforda. Dzięki temu Yessongs jest czystszym zapisem nowej konfiguracji scenicznej niż album koncertowy noszący ten sam tytuł, ponieważ płyta korzysta z występów nagranych w znacznie szerszym okresie i zawiera zarówno Bruforda, jak i White'a.
Rozróżnienie to ma znaczenie wszędzie tam, gdzie film i płyta są ze sobą połączone na stronie. Dzielą oprawę, repertuar, epokę i nazwę, ale nie są po prostu dźwiękową i filmową wersją jednego koncertu. Słuchacz może mieć Yessongs na winylu i słyszeć wykonania pochodzące z innych wieczorów niż te pokazane w filmie.
Potrójny album i film zachowują dwie różne idee historii koncertowej
Album Yessongs z 1973 roku zmontowano z nagrań dokonanych podczas tras związanych z Fragile i Close to the Edge. Oficjalna dyskografia Yes opisuje materiał nagrany między lutym a grudniem 1972 roku, z Billem Brufordem na części utworów i Alanem White'em na większości.
Film jest znacznie bardziej zawężony. Koncentruje się na grudniowych występach w Rainbow Theatre z White'em za zestawem. Różnica jest ważna, ponieważ albumy koncertowe często dążą do skonstruowania możliwie najlepszego, idealnego koncertu z kilku wieczorów, podczas gdy film koncertowy jest ograniczony tym, gdzie rzeczywiście stały kamery.
Dzięki temu film jest bardziej konkretnym dokumentem historycznym, a album szerszym muzycznym podsumowaniem. Jedno nie unieważnia drugiego. Płyta może wybierać wykonania ze względu na jakość dźwięku i poziom muzyczny; film zachowuje ciała, instrumenty, światło sceniczne i relacje przestrzenne, których nie da się umieścić na winylu.
Dla RetroForge ta para daje znakomitą okazję do wyjaśnienia, jak powstają wydawnictwa koncertowe. Wspólny tytuł nie gwarantuje wspólnego źródła. Ten sam rok trasy jednego zespołu może wydać płytę i film, które pokrywają się tylko częściowo, nawet jeśli marketing zachęca, by pamiętać je jako jeden obiekt.
Kamera pokazuje, dlaczego Yes mogli brzmieć orkiestrowo bez stawania się orkiestrą
Rock progresywny często opisuje się poprzez skalę: długie utwory, wpływy klasyczne, nietypowe metra i szerokie palety instrumentalne. Yessongs uwidacznia jeszcze jedną cechę. Duża część gęstości brzmienia Yes wynika z elastyczności ról, a nie z samej liczby muzyków.
Bas Chrisa Squire'a często zajmuje melodyczny, agresywny rejestr konkurujący z gitarą zamiast grzecznie siedzieć pod nią. Steve Howe może przechodzić między elektryczną grą prowadzącą, partiami akustycznymi i fakturami zmieniającymi odczuwaną skalę aranżacji. Zestaw klawiszy Ricka Wakemana pozwala szybko wprowadzać barwy organowe, fortepianowe i syntezatorowe. Alan White i Jon Anderson mają wyraźnie określone funkcje, ale również ich role współdziałają z zespołem, zamiast unosić się nad nim.
Obserwowanie grupy jest więc szczególnie użyteczne dla słuchaczy, którzy poznali płyty jako ogromne konstrukcje studyjne. Scena ujawnia, jak duża część tego brzmienia może powstać z udziałem pięciu muzyków przechodzących między precyzyjnie zróżnicowanymi zadaniami.
Film uwidacznia też fizyczne wymagania. Długie kompozycje Yes wymagają koncentracji w rozbudowanych strukturach, w których drobny błąd może wpłynąć na przejścia pojawiające się wiele minut później. Te wykonania nie są po prostu zbiorami solówek. Nawet gdy Howe albo Wakeman przejmują wizualny środek, reszta zespołu wciąż utrzymuje architekturę pod spodem.
Niedoskonały obraz stał się częścią historycznej faktury filmu
Współczesna filmowi i późniejsza krytyka Yessongs często skupiała się na zdjęciach i dźwięku. Time Out opisywał na przykład obraz jako mętny i spłaszczony przez oświetlenie sceniczne, jednocześnie doceniając grafiki Rogera Deana i efekty optyczne. Współczesne odrestaurowane wersje w Apple TV i Disney+ podkreślają remastering i przywrócenie wcześniej utraconych elementów, co pokazuje, jak wiele późniejsze wydania próbowały odzyskać z materiału, który nigdy nie był wizualnie nieskazitelny.
Łatwo traktować te ograniczenia techniczne jak wady, za które trzeba przepraszać. Są realne, a widz przyzwyczajony do współczesnej produkcji koncertowej 4K nie powinien otrzymać obietnicy czegoś, czego film nie może dać. Ciemność mówi jednak również coś o warunkach, w których powstawało rockowe kino początku lat siedemdziesiątych. Oświetlenie sceniczne projektowano dla sali, nie dla przyszłych ekranów o wysokim zakresie dynamicznym, a filmowanie szybko zmieniającego się koncertu ówczesnym sprzętem nakładało ograniczenia, których żaden remaster nie może całkowicie usunąć.
Restauracja może odzyskać informację. Nie może wymyślić kątów kamery, których nigdy nie nagrano, ani ekspozycji, która nigdy prawidłowo nie dotarła na materiał. Najlepsze współczesne wydanie poprawia więc dostęp do filmu bez zamieniania Yessongs w produkcję współczesną.
Taka uczciwość jest lepsza. Wartość filmu leży w bliskości występu, a nie w technicznej perfekcji.
Obrazy Rogera Deana i scena należą do tego samego świata Yes z różnych powodów
Związek między Yes a Rogerem Deanem stał się tak silny, że trudno oddzielić muzykę od języka wizualnego. Oprawy albumów Deana robiły więcej niż dekorowanie płyt; dawały słuchaczom wyobrażone geografie, przez które mogli podejść do długich kompozycji zespołu.
Film koncertowy w ciekawy sposób pokazuje granicę tej relacji. Dean może wprowadzić film, oprawić tytuł i ukształtować otaczającą tożsamość, ale nie potrafi wizualnie wyjaśnić utworu takiego jak „Close to the Edge”, gdy muzycy zaczynają grać. Scena musi stworzyć własną logikę za pomocą światła, ruchu i interakcji instrumentalnej.
Dzięki temu Yessongs nie staje się ilustracją fantasy, pod którą doklejono materiał koncertowy. Obrazy sugerują rozszerzoną przestrzeń mentalną kojarzoną z Yes, a występ przypomina, że dźwięk bierze się z bardzo fizycznego procesu obejmującego ciężkie instrumenty, kable, wzmacniacze i ludzi skupionych pod światłami sceny.
Ta równowaga jest jednym z powodów, dla których film pozostaje cenniejszy, niż sugerowałaby jego reputacja techniczna. Zachowuje obie strony klasycznego Yes: świat wyobrażony i pracę konieczną, by uczynić go słyszalnym.
Premiera z 1975 roku spoglądająca zaledwie trzy lata wstecz
Film dotarł do kin dopiero w 1975 roku. Do tego czasu Yes zdążyli już przejść przez Tales from Topographic Oceans, pierwsze odejście Ricka Wakemana, Relayer i kolejny poważny zwrot brzmieniowy. Chronologicznie trzy lata były krótkim okresem, ale we wczesnych latach siedemdziesiątych dla rocka progresywnego oznaczały bardzo wiele.
W rezultacie Yessongs było niemal archiwalne już w chwili premiery. Zachowywało skład i repertuar związany z fazą, którą zespół zdążył skomplikować kolejnymi albumami. Ten dystans tylko się powiększył. Dziś można oglądać film bez potrzeby rozstrzygania, czy rok 1972 był szczytem artystycznym, bo jego wartość dokumentalna nie zależy od rankingu.
Pokazuje Yes w momencie, gdy rock progresywny miał dość pewności siebie, by z samej złożoności uczynić element popularnego widowiska. Aranżacje są długie, technika instrumentalna prezentowana otwarcie, a grupa niemal nie zdradza poczucia, że powinna kompresować muzykę dla kamery.
Dla Screening Room skupionego na historii muzyki progresywnej oznacza to, że Yessongs jest mniej opcjonalnym dodatkiem dla fanów, a bardziej podstawowym źródłem wizualnym.
Uwaga dotycząca oglądania i kolekcjonowania
Współczesne platformy zwykle podają około 71-72 minut, natomiast historyczne źródła podają również około 75-76 minut. Odrestaurowane wydanie powinno być identyfikowane poprzez dokładny czas trwania i źródło, a film Yessongs musi pozostać osobno powiązany z potrójnym albumem koncertowym z 1973 roku, zamiast być opisywany jako jego bezpośrednia wizualna ścieżka dźwiękowa.