Jak sfilmować tłum, który stał się miastem?
Gdy Woodstock Michaela Wadleigha dociera do końcowych partii, festiwal przestaje przypominać sekwencję koncertów. Zaczyna przypominać miejsce, które na chwilę pojawiło się na mapie.
Woodstock Music & Art Fair rozpoczął się 15 sierpnia 1969 roku i trwał do poranka osiemnastego, przeciążając drogi, ogrodzenia, harmonogramy i niemal każde praktyczne założenie przyjęte przed otwarciem bram. Kontrola biletów załamała się, a wydarzenie w praktyce stało się bezpłatne. Pogoda zamieniła pola w błoto. Wyżywienie i opieka medyczna musiały być improwizowane dla populacji znacznie przekraczającej oczekiwania. Ludzie przyjeżdżali, utknęli, spali gdzie się dało i ostatecznie pozostawili po sobie jeden z najbardziej trwałych kulturowych obrazów XX wieku.
Film koncertowy mógł potraktować to wszystko jako szum tła i skoncentrować się na scenie. Wadleigh zrozumiał, że tło połknęło wydarzenie.
Publiczność, ruch drogowy, helikoptery, deszcz, niedobory jedzenia, prowizoryczne systemy medyczne, okoliczni mieszkańcy, a nawet przenośne toalety należą do filmu, ponieważ muzyki Woodstocku nie da się oddzielić od tymczasowego społeczeństwa, które wokół niej powstało. Osiągnięcie filmu nie polega tylko na uchwyceniu słynnych występów. Znalazł on formę filmową wystarczająco pojemną, by objąć zgromadzenie, które wyrwało się z proporcji zwykłego festiwalu.
Podzielony ekran dla świata, w którym wszystko dzieje się naraz
Charakterystyczne użycie split screenu często pamięta się jako styl epoki, jeszcze jeden wizualny dowód na to, że koniec lat sześćdziesiątych kochał wiele obrazów, psychodeliczną grafikę i rozbite kadry. W Woodstock ten zabieg rozwiązuje jednak praktyczny problem narracyjny.
Jeden obraz rzadko wystarcza.
Wykonawca może zajmować jeden panel, podczas gdy w drugim reaguje tłum. Pogoda może przesuwać się nad terenem, gdy muzyka trwa dalej. Zbliżenie może współistnieć z niewiarygodną skalą zbocza. Różne momenty i perspektywy można utrzymać obok siebie, zamiast zmuszać je do szybkiej serii cięć.
Thelma Schoonmaker pracowała przy montażu, a Martin Scorsese był asystentem reżysera i uczestniczył w ogromnej operacji montażowej. IDFA podaje, że siedmiu operatorów wygenerowało ponad sto godzin materiału. Z tej obfitości montażyści musieli stworzyć nie tylko spójny film, ale także poczucie, że Woodstock dzieje się jednocześnie w dziesiątkach miejsc.
Podzielony ekran staje się sposobem myślenia. Scena jest ważna, ale nie monopolizuje rzeczywistości. Artysta może tworzyć jedną wersję wydarzenia, podczas gdy tłum, organizatorzy i krajobraz tworzą kolejne. Film może utrzymać te rzeczywistości obok siebie wystarczająco długo, by widz zrozumiał, że znaczenie Woodstocku nigdy nie zmieści się schludnie w jednym kadrze.
Toalety nie są dygresją od muzyki
Jednym z powodów, dla których Woodstock nadal wydaje się niezwykle kompletny, jest uwaga poświęcona pracy.
Ktoś musi nakarmić ludzi. Ktoś musi po nich sprzątać. Ktoś musi zorganizować pomoc medyczną. Ktoś musi zdecydować, co zrobić, kiedy drogi przestają działać. Ktoś mieszkający w pobliżu musi wyjrzeć przez okno i odkryć, że ogromna migracja ludzi zajęła okolicę.
Wywiady Wadleigha z uczestnikami festiwalu i lokalnymi mieszkańcami nie są wypełniaczem wciśniętym między Santanę a The Who. Pokazują infrastrukturę kultury masowej, zanim taka infrastruktura stała się czymś normalnym. Dzisiejsza publiczność festiwalowa przywykła do wydarzeń z profesjonalną ochroną, sanitariatami, łącznością, planowaniem medycznym, strategią transportową oraz skrupulatnie monetyzowaną żywnością i napojami. Woodstock stał się legendarny częściowo dlatego, że tak duża część tej maszynerii okazała się niewystarczająca wobec tłumu, który rzeczywiście przyjechał.
Film pozostawia konsekwencje na widoku. Błoto staje się romantyczne dopiero później, gdy pamięć zamienia je w ikonografię. Na ekranie jest mokrą ziemią pod setkami tysięcy ludzi. Braki jedzenia nie są symbolami wspólnotowej czystości; są problemami logistycznymi, które wymagają rozwiązań. Helikoptery nie są tylko dramatycznymi obrazami; są częścią tego, co dzieje się, kiedy drogi nie są w stanie przenieść obciążenia, jakie na nie spadło.
Ta uwaga poświęcona materialnemu wymiarowi życia nie pozwala dokumentowi odpłynąć w trzygodzinną reklamę pokoju i muzyki. Sympatia filmu do ludzi zgromadzonych na Woodstock jest oczywista, ale sympatia nie wymaga udawania, że tymczasowa wspólnota powstaje bez wysiłku.
Gdy występy wreszcie przejmują film, należą do tego miejsca
Ponieważ film poświęca tak dużo czasu na budowanie świata wokół sceny, najważniejsze sekwencje muzyczne pojawiają się z niezwykłym ciężarem.
Richie Havens, Joan Baez, Santana, The Who, Joe Cocker, Crosby, Stills & Nash, Sly and the Family Stone, Ten Years After, Country Joe McDonald i Jimi Hendrix nie występują jako odizolowane pozycje w zestawie największych hitów. Ich występy należą do pogody, zmęczenia, oczekiwania i wspólnotowej skali, którą film zdążył już ustanowić.
Set Santany niesie nerwową energię zespołu odkrywanego w czasie rzeczywistym przez ogromną publiczność. Ciało Joe Cockera wydaje się ledwie mieścić siłę jego własnego występu. The Who pojawiają się jako brutalnie sprawna jednostka koncertowa w filmie pełnym improwizacji i nieporządku. Sly and the Family Stone zamieniają udział publiczności w elektryczność. Hendrix, grający tak późno, że duża część widowni już wyjechała, przekształca „The Star-Spangled Banner” wewnątrz dokumentu, który przez wiele godzin pokazywał skomplikowaną relację pokolenia z Ameryką.
Taka kolejność jest jednym z powodów, dla których muzyka w filmie wytrzymuje wielokrotne seanse. Piosenki nie przerywają dokumentu społecznego. One go dopełniają.
Inny montaż mógłby sprawić, że Woodstock wyglądałby jak zbiór legendarnych zespołów dzielących jeden afisz. Wersja Wadleigha sprawia, że artyści wydają się chwilowo wchłonięci przez coś większego niż jakakolwiek indywidualna kariera.
Film nie tylko zachował mit Woodstocku. Pomógł go zbudować
To historyczne powikłanie odpowiada za dużą część nieustającej fascynacji Woodstock.
Większość ludzi, którzy uważają, że znają Woodstock, nie była tam. Znają fotografie, soundtrack, historie odziedziczone po starszych pokoleniach i przede wszystkim obrazy ukształtowane przez film. Dokument Wadleigha stał się jedną z głównych maszyn, przez które wydarzenie weszło do pamięci kulturowej.
To znaczy, że jego ogromny sukces powinien czynić nas ostrożniejszymi, a nie mniej ostrożnymi. Film jest zmontowanym wyborem z ponad stu godzin materiału. Niektórzy artyści i spotkania stali się centralni dla publicznej pamięci Woodstocku, ponieważ zostali uwzględnieni. Inni zeszli na dalszy plan. Określone obrazy wspólnotowej odporności, humoru i młodzieńczej otwartości zaczęły reprezentować całe wydarzenie, mimo że żaden trzygodzinny film nie mógł odtworzyć każdego napięcia, porażki ani sprzeczności doświadczanej przez setki tysięcy ludzi.
Nie chodzi o to, że dokument wprowadza w błąd. Chodzi o to, że kino ma władzę. Wydarzenie zdarza się raz; film może bez końca odtwarzać wybraną wersję tego wydarzenia.
Kulturowa reputacja Woodstocku jako pokojowego zgromadzenia przetrwała częściowo dlatego, że film dostarczał dowodów na taką interpretację. Ludzie współpracowali w ekstremalnych warunkach. Lokalni mieszkańcy pomagali. Weekend nie został zdefiniowany przez masową przemoc. Jednocześnie film nie stanowi pełnej analizy politycznej końca lat sześćdziesiątych ani nie dowodzi, że kontrkultura rozwiązała otaczające ją problemy rasy, płci, klasy, komercjalizacji czy władzy.
Znane hasło „trzy dni pokoju i muzyki” jest użytecznym podsumowaniem aspiracji. Nie zastępuje historii.
Dłuższe wersje nie zastępują filmu, który publiczność zobaczyła w 1970 roku
Kolejne powikłanie narosło wraz z późniejszym życiem filmu. Oryginalna wersja kinowa trwa około 184 minut, ale późniejsze wersje reżyserskie i wydania rocznicowe dodają znaczną ilość materiału. Rozszerzone wersje są wartościowe, ponieważ przywracają występy i sceny, które nie mieściły się w wydaniu z 1970 roku, lecz istnienie większej ilości materiału może zamazać tożsamość pierwotnego dzieła.
Piosenka obecna w późniejszym wydaniu nie musiała być częścią filmu, który zdobył Academy Award za Documentary Feature. Czas trwania podany na jednym Blu-rayu nie opisuje automatycznie każdej wersji funkcjonującej pod tytułem Woodstock.
To coś więcej niż kolekcjonerska drobiazgowość. Wersja kinowa jest historycznym obiektem, który trafił do kin w 1970 roku, kształtował ówczesny odbiór i stał się częścią mitologii wydarzenia. Dłuższe edycje oferują alternatywne drogi przez archiwum. Należy traktować je jako rozszerzenia, a nie ciche zamienniki.
To rozróżnienie pomaga również wyjaśnić, dlaczego spory o pominiętych artystów potrafią być tak gorące. Woodstock wygenerował znacznie więcej znaczącej muzyki, niż mógł pomieścić jeden komercyjny film. Każda wersja tworzy inną równowagę między występami, publicznością i historią społeczną.
Największy film epoki festiwali, a nadal tylko jeden punkt widzenia
Academy Award oraz wpisanie filmu do National Film Registry w 1996 roku pokazują, jak całkowicie Woodstock wykroczył poza kategorię koncertowej pamiątki. Stał się ważnym dziełem kina dokumentalnego i jednym z dominujących wizualnych zapisów amerykańskiej kontrkultury.
Jego skala pozostaje zdumiewająca, lecz najgłębszą siłą filmu jest sposób, w jaki porusza się między skalą a intymnością. Zbocze wzgórza może zamienić się w ludzki krajobraz, a chwilę później kamera słucha jednej osoby opisującej dziwne miasto, które pojawiło się wokół niej. Montaż nigdy nie pozwala, by tłum zbyt długo był tylko liczbą.
Dziś Woodstock najbardziej zyskuje, gdy ogląda się go obok Monterey Pop i Gimme Shelter. Razem ujawniają, jak niewystarczająca jest zwyczajowa pojedyncza opowieść o kulturze festiwalowej końca lat sześćdziesiątych. Monterey nadal niesie ekscytację otwierającymi się możliwościami. Woodstock próbuje zamienić przytłaczające zgromadzenie w portret tymczasowej wspólnoty. Altamont, poprzez Gimme Shelter, zmusza tę samą kulturę do konfrontacji z napięciami, których jej najbardziej optymistyczne mity nie były w stanie pomieścić.
Film Wadleigha jest największy z tej trójki nie dlatego, że mówi całą prawdę o Woodstock, lecz dlatego, że stał się nierozłączny ze sposobem, w jaki Woodstock będzie pamiętany.